Ajzyk doskonale słyszał jej słowa, mógłby więc teraz powiedzieć: „Aha, przyszła koza do woza”.

Ale Ajzyk Pijawka się w takie głupie zemsty nie bawił.

Dla niego każdy nowy klient to dojna krowa, a któż to dojną krowę wygna ze swej obory, nawet gdyby go kiedyś kopnęła.

Poskrobał się w brodę i zapytał, nie odpowiadając na powitanie Chai:

— Nu, ile potrzebujesz?

— Trzysta sześćdziesiąt rubli — odpowiedziała z westchnieniem Chaja. — Ja na operację, bo moja córka...

— To mnie wszystko nie obchodzi — przerwał jej Ajzyk. — Mnie obchodzi tylko, że ty potrzebujesz trzysta sześćdziesiąt rubli. Na jaki termin?

— Najmniej na rok — odpowiedziała — bo przed rokiem...

— Więc na rok — przerwał jej znowu Ajzyk. — Podpiszesz weksel na pięćset rubli...

— Jak to na pięćset? Mnie trzysta sześćdziesiąt zupełnie wystarczy. Po co ja mam brać więcej?