— Powiedziałem pięćset rubli i jeszcze ten urzędowy procent za ten jeden miesiąc — odpowiedział Ajzyk.
Chaja nagle się uspokoiła:
— Ani pięciuset rubli, ani jednego złamanego grosza ty ode mnie nie zobaczysz! — odpowiedziała i wyszła.
Następnego wieczora Chaja stała przed szynkiem Cementa. Nie wchodziła jednak do szynku, tylko jak gdyby na kogoś czekała.
— Cóż to, Chaję ciągnie do wódeczki? — zażartowała jakaś przechodząca kumoszka.
Innym razem Chaja powiedziałaby jej kilka mocnych słów, ale w tej chwili miała ważniejsze sprawy na głowie, więc odrzekła zupełnie spokojnie.
— Nie, ja czekam tutaj na ludzi, do których mam pewien interes.
Jakoż w kilka minut później wyszedł z szynku znany pijak Josele, brat niedźwiedzia, i przyjaciel jego Nuchim, czeladnik rzeźnicki, również kieliszkiem niegardzący. Nie byli pijani, bo tymi trzema głupimi kieliszkami upić się przecież człowiek nie może, a Cement (czarny rok na niego!) nic na kredyt dawać nie chciał. Byli więc zupełnie trzeźwi i wskutek tego dość markotni.
Chaja podeszła do nich.
— Wy chcecie zarobić duże dwie butelki wódki, po butelce na człowieka? — zapytała bez wstępu.