— Za dwie butelki wódki to myśmy gotowi psa w ogon pocałować — odpowiedział posępnie Josel.

— A nawet panią Chaję w twarz... — uzupełnił wesoło Nuchim.

— Ja takim łobuzom jak wy nie tylko w twarz, ale nawet w tyłek pocałować się nie pozwolę — odpowiedziała dobrodusznie Chaja. — Ale dosyć tych głupich żartów. Ja mam do was poważny interes. Chodźcie do mnie, bo niepotrzebne są nam ludzkie uszy. Poczekajcie tutaj na chwilę, ja wezmę ze sobą małą butelkę na zadatek.

Chaja szybko załatwiła sprawunki, oprócz wódki kupiła jeszcze dwa śledzie i kilka kwaszonych ogórków, potem cała trójka wyruszyła do jej mieszkania.

— No, co to jest za interes? — zapytał Josele, gdy już wypili po dwa kieliszki.

— Co tu dużo gadać — odpowiedziała Chaja. — Ja wam powiem krótko i dobrze! Ja wam dam po butelce litrowej wódki i jeszcze coś pieniędzy do ręki, a wy mi za to pomożecie urządzić — pogrom!

— Pogrom na Polaków?! — krzyknął zdziwiony Josele, bo przecież nie mógł przypuszczać, że Chaja chce urządzić pogrom na Żydów.

— Na gojów? Co oni mi przeszkadzają? Ja nawet u nich sporo targuję.

— Więc na Żydów chce Chaja urządzić pogrom?!

— Pypeć tobie na język za takie paskudne słowo!