A widząc, że subiekt wciąż się uśmiecha, dodała:
— I proszę nie kpić, a prędko mnie obsłużyć, bo kupuję i płacę gotówką, to ze mną trzeba grzecznie!
Wzięła z rąk subiekta nieopakowany nawet wianek, zapłaciła i wyszła.
I szła tak w jarzącym letnim słońcu, w swej niebieskiej sukni, czerwonym kapeluszu i żółtych bucikach, z olbrzymim różnobarwnym wieńcem w ręku, podobna do jaskrawej i zarazem makabrycznej malowanki.
W innym, większym mieście myśleliby zaraz ludzie, że w domu pod lampionami odbywają się jakieś czarne msze, jakieś plugawe i świętokradzkie obrzędy, ale w naszym miasteczku nie znali się ludzie na takich perwersjach, twierdzili więc wprost, że z „paskudnego życia” Sara zwariowała.
Pod wpływem opowiadania Chai Rybiarki i książki Dostojewskiego Wina i kara51 wyidealizowałyśmy sobie „paskudne kobiety” i postanowiłyśmy ni mniej ni więcej, jak zbliżyć się do nich. Wierzyłyśmy wtedy święcie, my głupie, niedoświadczone gąski, że każda taka prostytutka podobna jest do Soni z powieści Dostojewskiego.
Wybrałyśmy się tedy pewnego popołudnia na ową ryzykowną eskapadę.
Kiedy z bijącym sercem zbliżyłyśmy się do domu pod lampionami, ujrzałyśmy na schodkach przed domem dwie siedzące kobiety.
Jedna z nich miała głowę złożoną na kolanach drugiej, druga zaś, jak nam się zrazu wydawało, głaskała ją po głowie.
— Biedne one — szepnęła Hela — jedna płacze, a druga ją pociesza.