Koniec, co też bożkowi bynamniej niemiło.

Przymówki[m] tej zapomniał, coś od zadku było.

Znowu zaczął Kupido, Mars go ręką srogi

Po rumianej twarzyczce sięgnął przez dwa bogi.

Wnet bożek tą zniewagą srodze się rozżarzy,

Rzucił się rozgniewany do Marsowej twarzy.

Paznokty10 go podrapał, ucieszył się z tego,

Że krew obaczył Marsa niezwyciężonego.

A Mars też nie do broni, nie jak bitwę zwodzą

Waleczni zapaśnicy, gdy za pasy chodzą,