W nim się przejrzałem cały jak w zwierciadle131.

Drugi był z głazu ciemniejszego kuty,

Jakby pożarem wzdłuż i w szerz rozkłuty.

Trzeci był, zda się, z porfirowej bryły,

Jak krew czerwony, gdy wytryska z żyły.

Ten odźwiernemu służył za podnóże,

Sam zaś na progu siedział z dyjamentu.

Promienny wieniec skroń jego okola,

Przez stopnie wiodła moja dobra wola.

Mistrz mówił: «Proś go, korzystaj z momentu,