I nim zwróciłem oczy pytające

Na mego mistrza, to światło wschodzące

Ponad wodami rosło coraz wyżej;

Naprzód zbielały oba światła końce,

Skąd potem inna białość błysła niżej.

Mistrz stał w milczeniu z pochylonym czołem:

Z pierwszej białości gdy skrzydła wybłysły,

Z drugiej gdy szata mignęła rozwiana,

Poznał żeglarza po białej sukience

I woła: «Klękaj, padaj na kolana,