A wyobrazisz, jak ja mimochodem
Ujrzałem słońce przed jego zachodem.
Tak równo z wodzem gdy stanąłem w kroku,
Na koniec z dymu wyszedłem obłoku
W chwili, gdy góry tej poziomsze skały258
Promienie dla się zmarłe pożegnały.
Imaginacjo! czasem tak daleko
Skrzydło twe z sobą człowieka porywa259,
Że on nie słyszy, nie widzi powieką,
Jak wkoło niego z tysiąc trąb przegrywa.