Spadła obrazem aż na krzyż Hamana,

Którego dumą twarz napiętnowana;

Przy nim widziałem króla Ahaswera,

Tuż stała żona królewska Estera

I Mardocheusz, twarz pełna pogody,

W słowach i w czynach mąż prawy, bez zmazy.

Gdy z ócz mych prysły te oba obrazy,

Jak bańka z braku, co ją tworzy, wody,

Wtem przystąpiła płacząca dziewica

Na tło mych widzeń i ku mnie swe lica