Zdało się, stały, snadź tak szły leniwo.

Mówię do mistrza: «Podnieś twoje oczy,

Patrz, oto rada schodzi nam w potrzebie,

Jeśli nie możesz jej wysnuć sam z siebie».

A mistrz spojrzawszy weselszą powieką,

Rzekł: «Z wolna idą, zachodźmy z ich strony,

Lepsza nadzieja błyska ci w tej chwili».

Duchy te były od nas tak daleko,

Choć z tysiąc kroków jużeśmy zrobili,

Jak kamień ręką procnika rzucony.