Co dziecka upór jabłkiem pokonywa.
I wszedł przede mną w pośrodek płomienia,
A Stacyjusza, który nas rozdzielał
W tej drodze, prosił, aby mię ośmielał
Idąc w krok za mną i robił zasłonę441.
W tym ogniu usta tak czułem spalone,
Że chętnie piłbym szkło warem stopione,
Takim upałem płomień mię dogrzewał.
A mistrz mnie ciesząc wesół i ochoczy,
O Beatrycze wciąż rozmowę toczy,