Jak głodne kozy, wesołe i śmiałe,
Rwąc trawę skaczą ze skały na skałę,
A w żar południ leżąc przy strumieniu,
Spokojnie żują, albo w groty cieniu:
A pasterz, stojąc na swej lasce wsparty,
Od zwierza trzyma wokoło nich warty;
I jako pasterz w noc u drzwi zagrody,
Czuwa, by zwierz mu nie rozegnał trzody;
Ja byłem kozą, oni pasterzami,
Skały zagrody naszej ostrokołem.