Wstałem, przede mną wstali mistrze moi:
«Ten słodki owoc448, za którym wciąż ludzie
Po tylu drzewach gonią w takim trudzie,
Dzisiaj zupełnie twój głód zaspokoi».
Wirgili do mnie mówił tymi słowy.
Żadne kolędne, podarek gotowy,
W pociesze słowom takim nie wyrówna.
A chęć iść wyżej tak była gwałtowna,
Że z każdym krokiem stóp moich łoskotu,
Czułem, jak rosły mi skrzydła do lotu.