Powagą ruchów, sędziwością lica
Poszanowaniem dziwnym mnie przeniknął;
Więcej by nie mógł czuć syn dla rodzica.
Broda mu długa, jak włos głowy biała
Dwoistą miotłą na piersi spadała,
Blask, co od czterech świętych gwiazd się roi,
Tak mi oświecił jego postać całą,
Jakby już przed nim samo słońce stało.
Starzec tak mówił, trzęsąc brodą białą:
«Kto wy? i jak wy z wiecznego więzienia