Płaszcz wiał z jej ramion jak szmaragd zielony,
Suknia czerwona jako płomień żywy.
Duch mój, co z dawna i długo odwykał
Podziwem, trwogą drżeć w jej obecności,
Poznał ją łatwo bez pomocy oka
I poczuł dawnej potęgę miłości
Przez skryty pociąg, jaki z niej wynikał.
Ledwo przez oczy tajemniczy skutek
Poczułem siły, co jak błysk z wysoka
Jeszcze zraniła mię w dzieciństwie mojem;