Choć pod zasłoną stała poza rzeką,
Od siebie samej piękniejsza daleko
I tym piękniejsza, że wdziękami swemi
Drugich piękności nie ćmiła na ziemi.
Żal jął boleśnie piec mię jak pokrzywą,
Żem ją zapomniał, kochając tak żywo,
Dla marnych uciech, światowej głupoty.
W serce me żądło ukłuło zgryzoty,
Padłem omdlały; co się we mnie działo,
Ona, przyczyna, znała boleść całą.