Zgiął się jak okręt tłuczony falami.
Lis długo, długo pełznąc niewidzialny574,
Ukradkiem wskoczył na wóz tryumfalny,
Chudy, snadź łaknął tuczniejszego chleba.
Lecz moja pani zgromiła go srogo,
Uciekł, choć z głodu ledwo iść mógł drogą.
Orzeł, widziałem, spadł z zachodniej strony
I wóz, gdy odeń krzywe podniósł szpony,
Zostawił swoim piórem upierzony.
Wtem głos przemówił wychodzący z nieba