Widzę, na lewo sterczał kawał głazu,

Co zszedł z uwagi i mistrza, i mojej.

Gdyśmy tam przyszli, o, któż mi uwierzy,

Widziałem duchy, które w cieniu skały,

Wzdłuż wyciągnięte na głazie leżały,

Jak stać niechcący przez lenistwo leży.

Z nich jeden zgięty jak trzcina złamana56,

Rękoma oba objąwszy kolana,

Siedział, trzymając na nich twarz schyloną.

«Mistrzu mój!» rzekłem: «daj jeden krok wsteczny