Na prośbę pani mieszkającej w niebie

Stałem się jego przewodnikiem, sługą.

Chcesz, jam twej woli posłuszny poddany.

Skąd i jak idziem? mówić o tym długo.

Jeszcze nie dogasł jego dzień ostatni;

Lecz tak w swych błędów zawikłał się matni,

Że mu niewiele chwil życia zostało.

Jak wyżej rzekłem, byłem doń posłany,

Aby go zbawić; odtąd wciąż z nim chodzę:

Już potępionych widział tłuszczę całą,