W strachu z pół drogi cofa kroki swoje;
Z wieści powziętych w niebie, ja się boję,
By za daleko nie zbłądził w pustkowie,
Abym za późno nie przyszła z pomocą.
Idź, śpiesz i twojej wymowy ozdobą,
Czym tylko możesz zbawić, całym sobą,
Dopomóż jemu, uspokój mnie w trwodze;
Jam Beatrycze, która, byś szedł, mówię.
Z miejsca, gdzie żądam powrócić, przychodzę,
Miłość aż tutaj przywiodła mnie rada,