Z prawego krańca prawie do stóp krzyża,
Trzęsąc iskrami biegła gwiazda chyża.
Brylant ze swojej nie zerwał się nici270,
Śliznąc271 się tylko smugiem promienistym,
Błyszczał jak ogień w alabastrze czystym.
Gdy wierzyć Muzie, jaką świat się szczyci,
Nie mniej pobożnie twój cień, Anchizesie272,
Spotykał syna w elizejskim lesie273:
«O! Pełneś łaski Bogów, dziecię moje,
Komuż jak tobie niebieskie pokoje