I na wierzchołku góry bliższej słońca,

Skąd mnie porwały oczy mojej Pani,

Z gwiazdy na gwiazdę wędrując bez końca,

Tylem się rzeczy nasłuchał, dowiedział,

Dla wielu, gdybym wiernie je powiedział,

Treść ich byłaby może zbyt gryząca.

Jeślim przyjaciel prawdy bojaźliwy,

Lękam się wiek mój przeciągnąć sędziwy

Wśród tych, co żyjąc życiem pasożytnym,

Czas teraźniejszy nazwą starożytnym».