On i krzak, zda się, jedno tworzył ciało,
Psy czarne lasem, bez tropu i szlaku,
Biegły samopas, snadź głodne krwi duchów
Jako brytany spuszczone z łańcuchów
I potępieńca, który skrył się w krzaku,
Zwietrzywszy pyskiem gryzły i szarpały;
A potem ciało podarte w kawały
Rozniosły, mając pełną ich paszczękę.
Wtenczas przewodnik mój wziął mnie za rękę
I pod krzak przywiódł przez psy rozczochrany,