Wykrzywił wargę i język wywiesił
Jako wół, kiedy swoje nozdrza liże.
A ja z bojaźni, czy nie zabawiłem
Dłużej nad zakres według słów przestrogi,
Grzbiet do tych nędznych duchów obróciłem.
Patrzę, zwierz dziki już oczyma strzyże,
Na grzbiecie jego siedział mój wódz drogi
I mówił: «Teraz bądź krzepki i śmiały!
Ktokolwiek tutaj chce zstąpić z tej skały,
Musi drabiną schodzić tylko taką.