Siądź z przodu, moje do ogona siodło,
Aby cię jego ostrze nie ubodło».
Jak chory febrą zmęczony czworaką,
Patrząc na blade paznokcie, już całem,
Nim dreszcz chorobę poczuje, drży ciałem,
Słowa te wstrzęły mnie drżeniem nieznanem;
Na koniec strach mój na wstyd się przesila,
Który przed dobrym krzepi sługę panem.
Siadłem na barkach szerokich zwierzęcia;
Chciałem rzec: «Trzymaj, weź mnie w swe objęcia!»