Lecz głos nie wyszedł uwięzły w mym łonie.

On, co mię wyrwał z niebezpieczeństw tyla,

Gdym siadł, w ramiona tulił mnie jak dziecię

I mówił: «Teraz ruszaj, Geryjonie!

Tylko pamiętaj, że nie cienie duchów,

Lecz nowy ciężar niesiesz na twym grzbiecie;

Szerokim łukiem spuszczaj się do ziemi».

Jak łódź od brzegu ruchy leniwemi

Zrazu się sunął; a potem, a potem,

Kiedy już poczuł swobodę swych ruchów,