Już ja w tym zgiełku byłem inną razą333».
I ledwo przeszedł przez mostu upusty,
Dochodząc śmiałym krokiem pod most szósty,
W krąg pogodnymi spoglądał oczyma.
Wtem jak huragan, jakby psiarnia jaka,
Co się obcesem rzuca na żebraka,
Gdy żebrząc chleba u drzwi się zatrzyma,
Szatany biegły ze dna skałoziemu,
Wszystkie swe haki zwróciły ku niemu,
A wódz mój wołał: «Stój, rodzie obrzydły: