Bez woli bożej i niebieskiej łaski?
Puść mnie! Bo niebo chce na twoją trwogę,
Abym jednemu wskazywał tu drogę!»
I na te słowa mistrza rozdąsana
Tak silnie pycha zgięła się szatana,
Że z rąk mu widły upadły pod nogi
I rzekł do swoich: «Nie brać go na rogi!»
A mój wódz do mnie: «Ty, co między skałą
Siedzisz w pół zgięty, nie chyłkiem, chodź śmiało!»
Jam biegł do wodza jak więzień z swej celi,