Mistrz mnie co prędzej w objęcia porywa;

Tak matka w nocy, kiedy blask pożarny

Zaświeci w okna, z pościeli się zrywa,

Chwyta swe dziecko i w jednej koszuli

Wychodząc bosa, w swój rąbek je tuli.

Mistrz w dół ze skały, jak stoczona wstęga,

Śliznął się grzbietem do drugiego kręgu359;

Nie jest tak szybki prąd wody u młyna,

Gdy ją na koło pędzi wąska rynna,

Jak on się stoczył, tuląc mnie jak syna.