Gdy nad strzaskaną przyszliśmy arkadę,
On patrzał na mnie słodko i wesoło
Jak u stóp góry; sam z sobą wszedł w radę
i opatrzywszy skałę z każdej strony,
Mnie otwartymi pochwycił ramiony.
Jak ten, co pracę poczyna z baczeniem,
Wpierw, co ma zrobić, rozważa myśleniem,
Tak on, podnosząc mnie na wierzch opoki,
Wskazywał palcem drugi głaz wysoki
I mówił: Trzymaj dłonie w pogotowiu,