Przez te obrzydłe mnóstwa wężów, gadów
Wylękły, nagi oddział potępieńców
Biegł bez nadziei ujścia ich pogoni.
Ręce ich na tył związane wężami,
Wijąc się, węże w kształt ruchomych wieńców
Bodły ich nerki ogonem, głowami.
Z tych nieszczęśliwych jeden przerwał ciszę
Przeciągłym krzykiem, kąsany od żmii
W miejscu, gdzie ramię przytyka do szyi:
I nikt tak szybko O lub J nie pisze,