Nigdy bluszcz silniej ramieniem zielonem
Nie splótł się z drzewem, jak z nim ten gad-zwierze.
Dwie te istoty tak razem się splotły,
Tak się stopiły z sobą dwa stworzenia,
Jak wosk przygrzany gorącem płomienia,
I barwy swoje pospołu zmieszały:
Tak papier, upał gdy czuje pożarny,
Skręca się w zwoje, jeszcze nie jest czarny,
Więcej brunatny, ale już nie biały.
Dwaj drudzy patrząc, z podziwu krzyknęli: