Potem jak długa pod nogi mu padła.

Raniony żądłem żmii niżej żebra,

W milczeniu na nią spoglądał i ziewał,

Jakby go senność dręczyła lub febra.

Patrzyli na się, dymem na przemiany

Buchając ciągle, ta z pyska, ten z rany.

Niech milczy Lukan z pieśnią, gdzie opiewał

Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda388,

Ja nie zazdroszczę przemianie Owida389

Kadmusa w smoka, Aretuzy w strumień;