Pół twarzą, gdzie wstyd czerwieni jagody.

Z dzikim hałasem jak klekot bociani

Brzmiał zgrzyt ich zębów po całej otchłani;

Skrzepłe ich usta wzrok ponuro toczy,

Smutek ich serca zdradzały ich oczy.

Gdy spojrzę na dół, pod mymi stopami

Dwa cienie z sobą zwarły się piersiami,

Aż czub ich włosów przytykał do czuba.

«Kto wy jesteście?» krzyknąłem. Wtem cienie

Ukośne ku mnie zwróciły spojrzenie,