Wtem z bram więzienia łoskot mnie doleci,

Zamurowano! — spojrzałem na dzieci,

Spojrzałem z niemej wyrazem rozpaczy;

A w głębi serca czułem mróz jak w grobie.

Gwido mój mały wołał: »Co to znaczy,

Tak dziko patrzysz? Ojcze mój, co tobie?«

Nie mogłem mówić, ni łzy z oczu dostać,

Milczałem długo — aż do nocy końca.

Nazajutrz do nas zbłądził promyk słońca

I w twarzach dzieci ujrzałem mą postać.