Weszło czwartego dnia światło zabójcze,

Anzelmek mały przywlekł się pod nogi

I przerażony wolał: »Ojcze drogi!

Ach! Czemu ty nas nie ratujesz, ojcze?«

Wołał i skonał! — Jak mnie tu widzicie,

Tak ja widziałem wszystkie dzieci moje

Jedno po drugim — wszystkich było troje,

Wszystkie u nóg mych zakończyły życie.

Od zwłok jednego do drugiego biegłem,

Ślepy na trupach potknąwszy się ległem.