I w oczy wodza mojego spojrzałem.

Wódz rzekł: «Mój synu, posłuchaj mej rady,

Wracajmy nazad, a idź w moje ślady,

Bo tam, uważam, pochyłość tej błoni

Aż do swych krańców wyraźnie się kłoni».

Ranną godzinę już goniła zorza,

Z dala widziałem blask i drżenie morza.

Płaszczyzną pustą szliśmy nie bez trwogi,

Jako podróżny szukający drogi.

Widziałem rosę walczącą ze słońcem,