Mars sczerwieniały zapada do morza

Owiany mgłami, tak przez mgłę rozwisłą

Błysnęło światło: — oby jeszcze błysło556!

Nigdy tak szybko cień się nie prześliźnie

Od skrzydeł ptaka po wodnej płaszczyźnie.

I nim zwróciłem oczy pytające

Na mego mistrza, to światło wschodzące

Ponad wodami rosło coraz wyżej;

Naprzód zbielały oba światła końce,

Skąd potem inna białość błysła niżej.