Trzy razy chciałem go objąć rękoma,
Trzy razy próżne opadły na piersi.
Podziw snadź w mojej twarzy się malował,
Bo się uśmiechnął cień i cofnął kroku;
Widząc, że jeszcze jam za nim szlakował,
Abym stał w miejscu, ze słodyczą w oku
Rzekł do mnie — wtenczas, kto on był, poznałem562,
By ze mną mówił, prosiłem z zapałem
I odpowiedział: «Gdzież są od nas szczersi?
Ja kocham ciebie, tak jak niegdyś w ciele,