I oczy moje w stronę owej góry,

Co szczytem w niebo wznosi się nad chmury.

W czerwonym ogniu za mną słońce stało,

Przede mną tylko swój promień łamało,

Bo mu na wstręcie było571 moje ciało.

Gdy tam mój jeden cień na ziemię padał,

Myśląc, że byłem rzucony w pół drogi.

Oczyma za się obracałem z trwogi572.

Mój pocieszyciel, co mój przestrach zbadał,

Przemówił do mnie: «Co roisz w tej dobie?