Gdy mistrz, spuściwszy oczy w ziemię, stoi,

Z troską szukając drogi w myśli swojej,

A ja wzrok w głazy utkwiłem sterczące:

Na lewo duchy spostrzegłem idące,

Schodziły ku nam, a jednak, o dziwo!

Zdało się, stały, snadź tak szły leniwo.

Mówię do mistrza: «Podnieś twoje oczy,

Patrz, oto rada schodzi nam w potrzebie,

Jeśli nie możesz jej wysnuć sam z siebie».

A mistrz spojrzawszy weselszą powieką,