Widziałem potem, ta duchów gromada,

Myślą w pobożnym tonąc rozmyślaniu,

Patrzała w niebo; jak w oczekiwaniu

Stała milcząca, pokorna i blada.

A potem z góry do skalnych rozdołów,

Dwóch zstępujących widziałem aniołów,

Z dwoma mieczami, jak z ognia kowane,

Tak płomieniste, lecz ostrza złamane.

Jak liście w pączkach ich szaty zielone,

Zielonym pierzem ich skrzydeł wzruszone