Jak otwór w starym i nadgniłym drzewie
Na skroś otwarty, tam leżał wąż, może
Ten sam, co podał gorzki owoc Ewie.
I zły gad pełznął trawami, kwiatami,
Czasem na grzbiet swój błyszczący łuskami
Zawracał głowę, liżąc się jak zwierze,
Gdy chce językiem lizać swe pacierze.
Stojąc wylękły i prawie bez duchu,
Nie mogłem widzieć, a dziś nie wyrażę,
Jak się ruszyły te niebieskie straże.