Gdy sen w popłochu pierzchnął z mej powieki.

Mój wódz ode mnie stał tam niedaleki.

Słońce już weszło od dwóch godzin może,

Zwrócony twarzą patrzałem na morze.

Mistrz mówił: «Hamuj próżne niepokoje,

Jużeśmy przyszli w bezpieczną ostoję664.

Tu zbierz, wytężaj wszystkie siły twoje.

Patrz, oto czyściec! wał, co go zamyka,

W skale otwiera drzwi dla podróżnika.

W chwili, gdy przedświt brzask dzienny spotyka,