Odźwierny mówił łagodnymi słowy:

«Oby krzepiła ona wasze kroki,

Idźcie po stopniach tej mojej opoki!»

Szliśmy przez stopień pierwszy marmurowy,

Biały i gładki, patrząc prostopadle,

W nim się przejrzałem cały jak w zwierciadle668.

Drugi był z głazu ciemniejszego kuty,

Jakby pożarem wzdłuż i w szerz rozkłuty.

Trzeci był, zda się, z porfirowej bryły,

Jak krew czerwony, gdy wytryska z żyły.