Ten odźwiernemu służył za podnóże,
Sam zaś na progu siedział z dyjamentu.
Promienny wieniec skroń jego okola,
Przez stopnie wiodła moja dobra wola.
Mistrz mówił: «Proś go, korzystaj z momentu,
Drzwi te otworzyć pokora ci może.
I do stóp świętych upadłem w pokorze.
Trzy razy w piersi uderzywszy moje,
Mówiąc «Przez litość otwórz te podwoje!»
On ostrzem miecza śmignąwszy w półkole,