Jak ślepi co dzień łaknąc manny z nieba,
Siedzą przy kruchcie i wołają: chleba,
Jeden na drugim zwisłą głowę trzyma;
By litość w sercu poruszyć człowieka,
Żebrzą nie tylko słowem, lecz oczyma,
Gdzie jej skra niemniej żywe ognie nieci;
A jako słońce dla ślepych nie świeci
Równie tym cieniom, o których się mówi,
Niebo odmawia światła ich wzrokowi727.
Cieniów tych drutem sposzyta728 powieka,