Gdy nieznajomych spotyka podróżnych,

Zwraca się do nich, lecz się nie zatrzyma;

Tak orszak cieniów niemych i pobożnych,

Szybkim za nami postępując krokiem,

Szedł, a przechodząc rzucał na nas okiem.

A cienie były straszliwej chudości,

Źrenica ciemna, w twarz głęboko wpadła,

Pod skórą widne zarysy ich kości.

Nie sądzę, aby na swojej osobie

Miał więcej suchą Erizychton skórę905,