Gdzie żadnym grzechom nie ma przebaczenia.
Koń jak wiatr pędzi, kurz trupem zamiata,
Wstrząsł się, trup wagą swojego ciężaru
Okaleczały runął w przepaść jaru.
Tym sferom krążyć maluczko po niebie,
(I spojrzał w niebo) aż sam ujrzysz z trwogą
To, co me słowa jaśniej rzec nie mogą.
Czas w tym królestwie drogi, żegnam ciebie!
Idąc tak we dwóch, choć się chętnie dzielę
Z tobą mym czasem, tracę go za wiele».