I nim widnokrąg od końca do końca
Noc osiągnęła sieciami ciemnoty,
Każdy z nas, jakby zmrok do snu już morzył,
Jak stał, na szczeblu swoim się położył;
Iść dalej brakło siły, nie ochoty.
Jak głodne kozy, wesołe i śmiałe,
Rwąc trawę skaczą ze skały na skałę,
A w żar południ leżąc przy strumieniu,
Spokojnie żują, albo w groty cieniu:
A pasterz, stojąc na swej lasce wsparty,